poniedziałek, 4 października 2010

Konkurs

Ostatnio w szkole ogłoszono konkurs na opowiadanie, kontynuację najnowszej książki z serii 'Ala Makota'.
Wysłałam swoją pracę. Teraz czekam na wyniki...
Trzymać za mnie kciuki ;-)

Opowiadanie:


     Poniedziałek
                Rano wstałam, leniwie przecierając oczy.  Doczołgałam się do łazienki i chlapnęłam sobie zimną wodą w twarz. Od razu lepiej!
            Następnym przystankiem była kuchnia, gdzie zrobiłam sobie kanapki. Wyszły śmiesznie, bo uparłam się, by wrzucić do nich wszystko, co znajdę w lodówce: pomidory, sałatę, oliwki, ogórka… I mnóstwo innych, jadalnych rzeczy.
            W domu nikogo nie było. Tata pojechał na zakupy, a chłopaki z nim. Jestem ciekawa, ile zbędnych rzeczy przywiozą.
            Najgorsze jest to, że na dziś przewiduję nudę. Wszyscy wyjechali na wakacje: do wujka, do cioci… A ja sama zostałam w domu.


                         Później

            Wpadłam na znakomity pomysł. Po przeanalizowaniu wszystkich możliwych rzeczy do zrobienia wybrałam wyjście na miasto. Nie miałam najmniejszej ochoty siedzieć w domu.
            Przed lustrem stałam dobre 20 minut i starałam się ułożyć niesforne włosy w zadowalającą fryzurę. Było to jednak niemożliwe i, po lekkim rozczesaniu, zostawiłam je tak, jak im się podobało.
            Wzięłam trochę pieniędzy ze skarbonki i zamknęłam dokładnie drzwi na klucz.


                W mieście

            Początkowym zajęciem było oglądanie wystawek butików. Zastanawiałam się nad kupnem jednej z bluzek na ramiączkach, ale zapał zniknął po sprawdzeniu stanu portfela, który wskazywał na 10 złotych.
            Przeszłam jeszcze kawałek, aż znalazłam zaciszną kawiarenkę z wielkim szyldem w kształcie filiżanki kawy. Usiadłam przy stoliku na dworze i zamówiłam sok pomarańczowy oraz kremówkę.
Przyglądałam się ludziom, przewijającym się przez kafejkę. Szukałam kogoś, z kim mogłabym pogadać, kogoś znajomego albo przynajmniej w moim wieku.
Moją uwagę przykuł chłopak siedzący przy stoliku naprzeciwko mnie.Przypatrywałam mu się chwilę. Wyglądał zwyczajnie: szczupła budowa ciała, kościste ręce, które, splecione w „koszyczek”, obejmowały szklankę soku. Tylko brązowe, zmierzwione włosy z grzywką zaczesaną na bok nadawały mu zawadiacki wygląd. Nosił okulary w czarnych oprawkach.
Nagle odwrócił się, by rozejrzeć się po kawiarence. Nasze spojrzenia się spotkały. Miał cudowne oczy w kolorze morza i na chwilę w nich zatonęłam. Szybko jednak się opanowałam i odwróciłam wzrok, lekko speszona. A przecież szukałam kogoś do rozmowy! Ciągle obserwowałam jego reakcje kątem oka. Uśmiechnął się. Nie potrafiłam nie odwzajemnić tego uśmiechu.
A później nieznajomy wstał i, jakby czytając mi w myślach,  razem ze swoją szklanką soku podszedł do mojego stolika.
- Można? - spytał retorycznie, jednocześnie siadając na krzesełku przede mną.
- Tak, jasne...- zsunęłam lekko torbę na ziemię.
- Widzę, że ty też siedzisz sama.
- Fakt – przyznałam. – I szukam kogoś do pogawędki.
- Podobnie jak ja - uśmiechnął się. - Przyjechałem na wakacje do ciotki, nie znam tu nikogo, więc sam wałęsam się po mieście, by wypełnić  czas – wyjaśnił. - Jesteś stąd?
- Tak. A skąd przyjechałeś? - zainteresowałam się. Ten chłopak podobał mi się coraz bardziej. I miał w sobie coś takiego, że mnie do siebie przyglądał.          
- Z okolic Krakowa.
- Daleko...
- Dosyć - znów się uśmiechnął.
- Nie masz tu znajomych? - zaciekawił się.
- Mam, oczywiście. Tak się jednak złożyło, że wszyscy gdzieś wyjechali - ze smutkiem przyznałam.
-E tam! Nikt nie został? - nie dowierzał.
- No tak. Kolonie, wyjazdy do ciotki. Akurat teraz - potwierdziłam.
- Hmm... Tak w ogóle, jak masz na imię? - spytał, lekko rozbawiony.
- Ala. A ty? - odpowiedziałam równie wesoło.
- Marcin jestem - przedstawił się, komicznie wyciągając dłoń. Odpowiedziałam tym samym gestem, po czym oboje parsknęliśmy śmiechem.
- Więc nie jestem już sama? - zadziornie spytałam.
- Najwidoczniej. Teraz, niestety, muszę już iść. Jutro o tej samej porze w tej kawiarence? - zadał dość spontaniczne pytanie.
- Ok - spojrzałam na zegarek. - Ja w sumie też.
- No to do jutra!
- Tak, do jutra - i każde z nas poszło w swoją stronę. Po tym spotkaniu byłam pełna energii,  do domu wracałam w podskokach.

W domu

Przez resztę dnia chodziłam jak nakręcona, myśląc o nowo zawartej znajomości. Czułam się, jak zakochana. Wszystko leciało mi z rąk a do głowy stale przywoływałam obraz Marcina… Może odnalazłam w końcu swoją miłość?



Przed wszelkimi skojarzeniami ostrzegam: opisywane są losy bohaterki, a wątek dopasowany do jej psychiki. I, na litość, nie do mojej....