Stojąc w oknie i patrząc na księżyc obracała w dłoni niebieską kulkę w której mieniły się wydarzenia z całego dnia. Ze złością ścisnęła ją- wspomnienia rozsypały się po podłodze szukając siebie nawzajem. Wiedziała, że wrócą...
Szybko jednak otrząsnęła się. Przywołała do siebie błękitne krople i z powrotem uformowała z nich kulę. Kula lewitowała nad jej ramieniem, rzucając łagodną poświatę.
Wyszła na korytarz i skierowała się do biblioteki ze wciąż podążającą za nią kulą.
W zamyśleniu przeglądała karty starych ksiąg w poszukiwaniu właściwego czaru. Po długoch poszukiwaniach znalazła wreszcie zaklęcie teleportacji.
Nigdy wcześniej go nie używała, ale była zdesperowana. Bez namysłu wymówiła formułę i teleportowała się. Został po niej ślad na posadzce i kula. Ta zgasła już i poleciała na szafkę nocną. Czekała na nią.
Teleportacja nie była uczuciem miłym. Po dotknięciu stopami podłoża, ugięły się pod nią nogi. Zwymiotowała.
Wśród nocnej ciszy i pohukiwaniu sów wyłowiła odgłos stawianych kroków. Podniosła się z kolan i przy szeleście sukni na wietrze wyszeptała zaklęcie znikania.
W samą porę. Chwilę później na zakręcie pojawiła się ciemna postać na tle księżyca. Nie sposób było dostrzec jej rysy twarzy z powodu słabego światła. Postać zaczęła się zbliżać, najwidoczniej nie słyszała, jak Hazel się teleportowała.
Postać szła pewnie. Była już bliżej, więc można było powiedzieć, że jest to młody mężczyzna średniego wzrostu. Jego oczy bacznie obserwowały alejkę.
Hazel dopiero teraz obejrzała teren, na którym się znalazła. Stała pośrodku alejki w parku. Po obu stronach w równych odstępach stały drewniane ławki. Lampy były, owszem, ale ustawione daleko od siebie dawały nikłe światło.
Park był zadbany, trawniki skoszone, krzaki żywopłotu przystrzyżone na fantazyjne kształty, liczne i różnorodne drzewa, wszystko pięknie ze sobą współgrało.
A jednak coś w tym malowniczym miejscu jeżyło włosy na karku. Postać też to wiedziała. Tajemniczy mężczyzna wiedział jednak, co jest tym 'czymś', bał się tego a jednak dzielnie szedł na spotkanie z tajemniczym 'czymś'.
Mężczyzna podszedł bliżej, zatrzymał się w pewnej odległości od Hazel. Wiedziała jednak, że to nie ona jest obiektem jego zainteresowania. Było to 'coś' czego nie widziała i jeszcze nie wyczuła.
Tym razem to ona zbliżyła się do postaci. Niewidoczna i bezszelestna musiała jedynie uważać na dotyk.
Obeszła go, próbując wyłapać szczegóły. Teraz, gdy padał na niego nikły blask latarni była zdolna zobaczyć więcej.
Mężczyzna miał brązowe włosy, ścięte niezbyt krótko i zawadiacko zmierzwione przez wiatr. Głębokie, niebieskie, niczym głębia oceanu, oczy próbowały przeniknąć ciemność. Nosił okulary. Delikatne rysy twarzy świadczyły o tym, że jest młodszy niż przypuszczała. Krótki nos był skierowany ku dołowi, gdyby nie to, że był dość szeroki, przywodziłby na myśl dziób ptaka. Jego wargi, ułożone bez wyrazu miały kolor płatków różowej róży. Cała jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Nie dostrzegła na niej ani śladu zdenerwowania.
Świadczył o tym tylko przyspieszony oddech, który czuła teraz na policzku i przyspieszone bicie serca, które usłyszałaby na kilometr.
W krzakach w kierunku których patrzył chłopak coś się poruszyło. Równocześnie wstrzymali oddech czekając na to, co miało stać się za chwilę. Z krzaków coś wyskoczyło. Było wzrostu dorosłego człowieka, dorosłym człowiekiem zresztą było. A konkretniej, było kobietą. W średnim wieku, tym razem nie musiała już zgadywać, kobieta stanęła tak, by było ją dokładnie widać.
Hazel odeszła od chłopaka, nie spuszczając oczu z kobiety. Nie podobała jej się. Miała zgrabną figurę klepsydry, długie blond włosy. Czarne, lateksowe wdzianko opinało się na jej krągłościach. Wydawała się być bezbronną, na pierwszy rzut oka, ale jak się przyjrzeć to za paskami przy udach tkwiły sztylety. Przygotowała się na powstrzymanie ostrych ostrzy.
-Kogo my tu mamy?- bawiąc się sprzączką przy pasku przerwała ciszę. -Dwa ptaszki w jednej klatce...
Chłopak był zdezorientowany. Nie wiedział o jakiej drugiej osobie mówi kobieta. Hazel wiedziała. Wiedziała, że to był podstęp.
-O..o czym mówisz?- najwyraźniej był z nią na ty, ale bał się jej. -Jestem tu sam...- głos mu drżał.
-Mówię o twojej wróżce, nie udawaj głupiego! Kontaktujesz się z nią od jakiegoś czasu. Nie udało mi się niestety przechwycić treści tych rozmów- miała okropny głos. Groźny, skrzeczący.- A teraz dziwnym trafem, kiedy jesteś zagrożony ta teleportuje się we właściwe miejsce, znika i czeka na rozwój wydarzeń! Pokaż się, niezdaro, czarodziejko od siedmiu boleści!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz